1910 MKS SANDECJA Strona Oficjalna
"Życie pisze swój scenariusz"
2019.05.14
Fot. sandecja.pl
Na łamach Dobrego Tygodnika Sądeckiego ukazał się wywiad z Prezesem naszego Klubu, Panem Arturem Kapelko. Poruszono w nim wiele tematów, w tym m.in. wizę drużyny, budowę stadionu, czy też poszukiwanie inwestora. Zapraszamy do lektury.

Pierwsze zdanie, jakie na Pański temat pokazuje Internet brzmi: „Kapelko to znany piłkarski działacz”.

- Z jednej strony miło mi, że ktoś tak myśli, z drugiej strony dzisiaj piłka nożna to jest biznes bardzo dobrze rozumiany, bardzo szeroko odbierany i trudno mówić, że jestem działaczem piłkarskim.

 

To nie jest ładne określenie?

- Nie wiem, czy ładne, ale na pewno z przeszłości. Dzisiaj jest wolny rynek, dużo instytucji, firm i korporacji zabiega o to, aby mogło funkcjonować przy piłce nożnej. Jesteśmy po meczach Ligi Mistrzów, oglądaliśmy emocje do ostatnich sekund, emocje przed wydarzeniem, emocje w trakcie wydarzenia i jeszcze długo po. Ludzie chcą przy tym być i tutaj mowa o działaczach jest taka… Działacz kojarzy się raczej z działalnością społeczną, a trzeba sobie otwarcie powiedzieć - dzisiaj piłka nożna to jest biznes, w którym środowisko piłkarskie bardzo się wspiera na wielu polach.

 

To jeszcze raz Pana przedstawię: Kapelko to znany menadżer piłkarski.

- To już bliżej, chociaż menadżer kojarzy się z tym, że ktoś jest agentem jakiegoś piłkarza. Ale menadżer piłkarski jest w porządku, bo to się odnosi do klubu.

 

Menadżer, czyli zarządzający piłkarskim biznesem?

- Tak.

 

 Zanim spróbujemy sobie odpowiedzieć, czy Sandeceja to dobry biznes, dodajmy, że w przeszłości Kapelko to m.in. wiceprezes Jagielloni Białystok, prezes Górnika Łęczna i przez sześć lat członek Zarządu PZPN - to brzmi dumnie.

- Dziękuję, duma może mnie nie rozpiera, ale bardzo się cieszę, bo był to dla mnie duży zaszczyt, że mogłem uczestniczyć w pracach Zarządu PZPN od momentu, kiedy Zbigniew Boniek został wybrany na prezesa, a ja - w wyborach z sali - zostałem wybrany przez kolegów delegatów do Zarządu PZPN. W grudniu poprzedniego roku po nowelizacji ustawy o sporcie musiałem zrezygnować z tego stanowiska, albo firma mojego brata musiałaby zrezygnować ze sponsorowania reprezentacji Polski. Mieliśmy dwa wyjścia, a ja uznałem, że im więcej pieniędzy w polskim sporcie, w polskiej piłce tym lepiej, więc usunąłem się w cień. Zrezygnowałem z zasiadania w Zarządzie PZPN.

 

I teraz sądeccy kibice zastanawiają się, czy jeśli taki facet przyjeżdża do Nowego Sącza zarządzać Sandecją, to dobrze, czy źle?

- Życie pokaże. Odwołam się jeszcze raz do ostatnich meczów Ligi Mistrzów - przed meczem nie ma co dopisywać punktów, życie pisze swój scenariusz. Mogę tylko dodać, że zrobię wszystko, aby taka marka piłkarska, jaką jest Sandecja - klub, który powstał w 1910 r., wychował wielu wspaniałych piłkarzy i odcisnął naprawdę fajne piętno w tym regionie - mógł dalej się rozwijać.

 

Jest Pan postrzegany w Nowym Sączu jako człowiek z zewnątrz - czy to jest problem, czy atut w zarządzaniu klubem?

- Myślę, że kiedy szukamy lekarza, to nie patrzymy skąd pochodzi. Nieważne czy to jest sąsiad, tylko czy to jest dobry specjalista. Nowy Sącz nigdy nie był mi obcy i miałem tu wielu znajomych. Nawet w Nowym Jorku pracowałem dla człowieka z Nowego Sącza, znam wielu ludzi z tego środowiska, część ludzi też mnie zna. Mam tu wielu znajomych, nawet więcej niż znajomych, mam dobrych kolegów i przyjaciół.

 

Poda Pan ich nazwiska?

- Na razie nazwiska zachowam dla siebie, bo tak jak powiedzieliśmy na początku, przed meczem nie ma co dopisywać punktów.

 

Był Pan kiedyś wcześniej w Nowym Sączu na stadionie?

- Oczywiście! Z Górnikiem Łęczna przyjeżdżałem tutaj na mecze. Czy wygrywaliśmy, czy przegrywaliśmy, mecze zawsze były pasjonujące, trybuny reagowały bardzo żywiołowo. Wówczas to poznałem najstarszego kibica w Polsce, który przyjeżdżał rowerem na mecze Sandecji, a miał ponad 100 lat.

 

Teraz przyjechał Pan tu w nowej roli, przechadzał się po koronie stadionu, zaglądał do szatni. Jak ta diagnoza otwarcia wygląda?

- Na diagnozę jeszcze chwilę musimy poczekać. Wiadomo, że Sandecja i cały region potrzebują tego stadionu i nie ma co od tego tematu uciekać. Byłem u pana wiceprezydenta i z jego zespołem rozmawialiśmy o różnych koncepcjach. Na pewno trzeba się z tym zmierzyć. Sytuacja w tej chwili jest i trudna i specyficzna. Jako menadżer muszę patrzeć na atuty, na aktywa i na pasywa. Powiem szczerze, że aktywa są takie, iż możemy wykorzystać doświadczenia innych miast i innych klubów w planowaniu, projektowaniu i budowaniu stadionu. Bardzo często bywało tak, że kluby niedoszacowały albo przeszacowały razem z władzami miasta, pojemność obiektów. My dzisiaj możemy z tego skorzystać, możemy być mądrzejsi o te doświadczenia. Chciałbym żebyśmy nie zapominali o takich aktywach. Oczywiście stadion jest w tej chwili bolączką i trzeba się z tym bardzo poważnie zmierzyć, rozplanować harmonogram działań.

 

Budować i grać?

- Byłbym całym sercem za tym, żeby budować i grać, ale nie jestem inżynierem. Nie kończyłem architektury ani budownictwa na politechnice, więc się na tym nie znam. Na pewno warto się nad tym pochylić, bo w innych miastach było to możliwe.

 

Dlaczego przysłał Pan swoje CV do Sandecji? Jaka była motywacja?

- Motywacja jest prosta. Jeśli ktoś kocha piłkę, chce być przy piłce, to ma ochotę brać udział w umacnianiu marki takiego klubu jak Sandecja. To dla człowieka piłki jest dość oczywiste.

 

Ale w Polsce znaleźlibyśmy więcej klubów czy marek, które wymagają pilnego odbudowania - na przykład Ruch Chorzów, który w 100-lecie istnienia też potrzebuje kogoś, kto odbuduje tę markę i wybuduje stadion.

- Nie pomyślałem o tym. Może dlatego, że nie było tam ogłoszonego konkursu. Generalnie z Sandecją do niedawna jeszcze jako prezes innego klubu rywalizowałem. Przyszło to naturalną koleją rzeczy, że fajnie byłoby tutaj teraz spróbować swoich sił.

 

Pański poprzednik Tomasz Michałowski rok temu, kiedy obejmował stanowisko prezesa powiedział: moim zadaniem jest za trzy lata wrócić do ekstraklasy z Sandecją. Jakie Pan ma zadanie?

- To jest moje marzenie. Z dwoma klubami, w których poprzednio pracowałem, dawało się te awanse wywalczyć. Z Jagiellonią Białystok po 16 latach przerwy - przy czym klub nie był przez te 16 lat tylko na drugim poziomie rozgrywkowym, ale również na trzecim i czwartym - udało się wywalczyć awans do ekstraklasy, a Jagiellonia do dziś tam gra. Górnik Łęczna również po kilku latach wrócił po karnej degradacji na trzeci poziom rozgrywkowy. To jest marzenie każdego menadżera, każdego prezesa klubu, aby zagrać w najwyższej klasie rozgrywkowej, więc tak, jak mój poprzednik pan Tomasz Michałowski, chciałbym tam jak najszybciej wrócić. Życie nauczyło mnie, żeby nie składać deklaracji dotyczących czasu. Możemy coś zaplanować, możemy złożyć deklaracje, ale tak naprawdę wszystko weryfikuje boisko i tabela na koniec sezonu.

 

W ubiegłym sezonie, kiedy Sandecja była bardzo wysoko, deklarowano, że walczy się o powrót do ekstraklasy. Czy nie było jasnym, że jak ten awans faktycznie przyjdzie, to Sandecja i tak nie może zagrać w ekstraklasie, bo nie dostanie licencji?

- Myślę, że trzeba zrobić co w naszej mocy, żeby piłkarze wywalczyli awans na boisku, a kierownictwo klubu zatroszczyło się o sprawy licencyjne. Wiadomo, że te wymagania licencyjne z sezonu na sezon coraz bardziej rosną, bo rośnie też produkt dotyczący ekstraklasy i w ogóle polskiej piłki. Dlatego trzeba zrobić wszystko, żeby ta infrastruktura poszła do góry.

 

Marek Papszun, trener Rakowa Częstochowa w jednej z rozmów powiedział, że prezydent Częstochowy nie był zachwycony awansem klubu do ekstraklasy. Czy prezydent Nowego Sącza też nie byłby zachwycony?

- Myślę, że byłby zachwycony, a nawet jestem o tym przekonany. Nie znam takiego prezydenta, który nie byłby zachwycony z awansu do ekstraklasy. Skala promocji miasta i regionu, która odbywa się przez piłkę nożną jest nieporównywalna z niczym, to jest absolutnie nie do oddania. Podam przykład miasta Lublin, które nie ma drużyny wyżej niż na czwartym poziomie rozgrywkowym, a drużyna nazywa się Motor. Stadion natomiast ma na poziomie bardzo dobrym i na tym stadionie w tym roku będzie już druga impreza organizowana przez FIFA - mundial do lat 20. To są transmisje do wielu krajów, ludzie na trybunach, ilość turystów, która przyjechała do Lublina na euro młodzieżowe, kibice z całego świata okupujący stare miasto, wszystkie restauracje, kawiarnie i zostawiający tam swoje pieniądze.

 

A jakiego stadionu potrzebuje Nowy Sącz?

- Myślę, że tutaj trzeba skorzystać z doświadczeń innych miast, innych klubów i zrobić precyzyjne badania. W czasie studiów byłem na stażu w klubie piłkarskim Zauber Stuttgart i zobaczyłem w Bundeslidze, że ci ludzie nigdy nie idą na ślepo, nie robią rozpoznania bojem. Najpierw robią badania rynkowe, społeczne i wówczas dopasowują swoją taktykę. Obecnie mamy w Polsce do czynienia z niżem demograficznym. W Nowym Sączu może to nie jest tak odczuwalne, ale w innych miastach niż demograficzny jest bardzo odczuwalny w szkołach, klasy są łączone, nierzadko szkoły są łączone. Musimy zdać sobie z tego sprawę, że utrzymanie takiego obiektu kosztuje, są kluby w Polsce, które nie są w stanie zapełniać stadionów nawet w połowie, a koszt utrzymania pozostaje niezmienny. Pół biedy jeśli mamy za sobą zamożnego właściciela albo bardzo bogate miasto, bo możemy próbować się z takim kosztem zmierzyć. Jeśli jednak chcemy, żeby to było dopasowane, to lepiej skupmy się na tych badaniach, zobaczmy czego potrzebujemy i wtedy w tym kierunku idźmy.

 

Panu się podoba taki model klubu piłkarskiego, gdzie dominującym akcjonariuszem jest miasto?

- Nie oceniam tego, który model jest lepszy, chociaż co do zasady uważam, sądząc z doświadczeń innych miast, innych samorządów, że po pewnym czasie samorządy starają się pozyskać inwestora zewnętrznego, który by zarządzał klubem, tak aby klub był wolny z jednej strony od polityki samorządowej, a z drugiej strony żeby polityka samorządowa była wolna od emocji. Dlatego, że na piłce i na polityce znają się wszyscy i to jest naturalna kolej rzeczy. Jeśli wyniki są dobre, to odpowiadają za to ludzie sukcesu, jeśli nie – to odpowiada prezes, samorząd, prezydent i tak dalej.

 

Ludzie w Nowym Sączu dzielą się na tych, którzy uważają, że miasto powinno dofinansowywać Sandecję, i na tych, którzy uważają, że Sandecja powinna sobie radzić sama.

- Ja uważam, że Sandecja z czasem, po odpowiednim przygotowaniu, powinna stać się klubem prywatnym. Natomiast do tego czasu dobrze by było, aby miała podaną pomocną dłoń od samorządu. Dlaczego tak uważam? Wiele klubów, które przetrwały trudny okres w swojej historii, przypomnę Pogoń Szczecin, Jagiellonię Białystok czy Koronę Kielce – te kluby po otrzymaniu takiej kroplówki od miasta, albo takiego czasu ochronnego, który pomógł im przetrwać, zostały właśnie sprywatyzowane. Już powiedziałem - piłka nożna to biznes. Jeśli się wejdzie już na tę drogę, na której klub na siebie zarabia, posmakuje się tego, to już jest wtedy dużo łatwiej. Dzisiaj na przykład Korona Kielce nie potrzebuje aż takiego wsparcia, jakie miała jeszcze dziesięć lat temu po karnej degradacji. Ale gdyby nie było wtedy pomocnej ręki od miasta, klubu by nie było.

 

Pan wie, a ja się domyślam, bo czytałem takie wypowiedzi , że prezydent Nowego Sącza jest akurat zwolennikiem tej wersji, by zarząd Sandecji intensywniej poszukiwał inwestorów i odwrócił dotychczasowe proporcje udziałów w spółce.

- To nie jest tylko zadanie zarządu - w tej chwili, jednoosobowego - ale tak, to jest wyzwanie, z którym zarząd musi się zmierzyć. Myślę, że to jest też zadanie i samorządu, i rady nadzorczej. Musimy nad tym pracować, to jest taki okres, kiedy trzeba przygotować ten produkt, trzeba go pokazać, trzeba pokazać aktywa, jakie ma region, jakie ma miasto i w tym też młodzież sądecką, która na wielu szczeblach polskiej piłki, przez wiele lat pokazała się z jak najlepszej strony. Wrócę do zamierzchłych czasów przypomnę pana Jerzego Zawiślana, który reprezentował barwy Sandecji i Jagiellonii Białystok, i starsi kibice wspominają go dzisiaj w Białymstoku. Potem odszedł do Arki Gdynia, zmarł kilka lat temu w Kanadzie, ale wychowała go Sandecja. Przypomnę, że również - choć może nie grał w barwach Sandecji - ale z Nowego Sącza pochodzi Piotr Świerczewski wybitny reprezentant Polski, medalista Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie i wielu innych, o których mógłbym tutaj opowiadać. Nie ma lepszej promocji dla miasta niż przez sport czy piłkę nożną.

 

W Nowym Sączu mamy firmy, które są lub były partnerami reprezentacji Polski. Dużych firm mamy zresztą kilka, ale żadnej z nich do tej pory nie udało się namówić na współpracę z Sandecją.

- To nie jest łatwe zadanie. Łatwiej jest dużym graczom, bogatszym dlatego duzi wspierają dużych, ogromni wspierają ogromnych. Po moim krótkim rozeznaniu widzę, że biznes sądecki reagował pozytywnie na Sandecję. Mamy przecież na koszulkach reklamy firmy Szubryt czy Fakro.

 

Mówi się, że to kropla w morzu potrzeb.

- Ale trudno powiedzieć, że to całkowicie bez echa. Wiem, że ludzie w Nowym Sączu żyją piłką nożną, ja tego doświadczyłem nawet w Nowym Jorku.

 

Zaczepiają Pana już kibice na ulicy, rozpoznają Pana?

- Rozmawiam, tak.

 

I co? Wszyscy pytają: Co z Sandecją?

- Tak, pytają i biedni, i zamożniejsi. Nawet w Warszawie ostatnio miałem na ten temat rozmowę - redaktor Stefan Szczepłek z „Rzeczpospolitej” pytał mnie Sandecję. W tej chwili Sandecja to jest marka, która wymaga wsparcia, szlifów, kroplówki. To nie są tylko pasywa, to też jest znakomite aktywa. Czasami z zewnątrz lepiej to widać niż od wewnątrz.

 

Do tego będzie Pan musiał jeszcze przekonać właścicieli firm albo szefów marketingu w sądeckich firmach. Powiedział Pan, że zarząd jest jednoosobowy, a będzie wieloosobowy?

- Na razie nie mam takich sygnałów od Rady Nadzorczej, że miałby być wieloosobowy. Jesteśmy na razie klubem, który musi się na nowo zdefiniować, na nowo zorganizować. Kończymy ten sezon. Trzeba go podsumować, przeliczyć stan wojsk, kogo mamy z młodzieży, na kogo możemy liczyć. Młodzież sądecka jest warta szansy, warta głębszego przyjrzenia się i w tym kierunku byśmy chcieli iść, aby przez Sandecję młodzież mogła katapultować się wyżej, dalej do lepszych klubów. Naprawdę Europa nie jest daleko.

 

Wyczytaliśmy w tych słowach przesłanie: wielkich transferów nie będzie.

- Nie, nie będzie.

 

Źródło: Dobry Tygodnik Sądecki


2019.07.15

Raport stanu bezpieczeństwa i organizacji

2019.07.13

Sparing w Michalovcach na remis

2019.07.12

Bartłomiej Kasprzak wraca do zdrowia

2019.07.11

Kolejny zawodnik zostaje z nami!

2019.07.10

Słowacy odprawieni z kwitkiem